Liquidy - recenzje

Atmos Lab – czyli co nieco niespodzianek, ale klasycznie


Chociaż wakacje powodują, że mózg się lasuje, a lenistwo sięga niemal tak wysoko jak słupki na termometrze – przezwyciężając je prezentuję wam wyniki moich recenzji niektórych liquidów od AtmosLab.

Zapraszam do czytania i życzę smacznego 🙂

Szczerze mówiąc, o Atmosie wiedziałem, acz jakoś nigdy nie korciło mnie żeby sięgnąć po ich liquidy. Po prostu, nigdy nie tknęło mnie na ich e-soczki, dopóki teraz nie dostałem ich na recenzję i szczerze mówiąc – tragedii nie było. Poza jednym (Tak ouze, to ciebie tutaj szkaluję ty zdradziecki soczku) wszystkie liquidy były na znośnym poziomie – żaden nie „zmusił mnie” do „natychmiastowej awaryjnej ewakuacji tanka”.

Ogółem jedna rzecz, która stosuje się do wszystkich ich liquidów, których próbowałem – niestety, są dość wodniste/rzadkie. Ciężko powiedzieć czy to wina wody w składzie czy zbyt dużego rozcieńczenia – liquid 50:50 nie wyglądał jak 50:50.

Poza tym, każdy smak jest taki dość mocno chemiczny, czuć ten „chemiczny kapeć”, który zostaje w ustach. No cóż, nie ma idealnych, są tylko dalej lub bliżej celu.

Waffle

waffleWaffle od Atmosa to interesujący smak. Gustuję w deserówkach.
Po przeżyciu już tego chemicznego kapcia… było okej, całkiem okej. Fajny, dość słodki smak wafelka, z nutą… W sumie ciężko powiedzieć.

Bardzo przypominał mi takie ciastka jakie kiedyś były dostępne w sklepach i chyba nadal są, „Tofiki” – wafelki z jakimś kremem toffi czy tym podobnym między sobą, kładło się je na kubku z gorącą herbatą i ten krem się rozpływał, a wafelki miękły.

Fajna sprawa raczej na zimne, deszczowe dni.

Sultanina

sultaninaSultanina to według zamysłu greckie rodzynki – natomiast, smak wydał mi się dość… Nah. Nijaki. Ni to słodkie, ni to przejrzyste – pachnie raczej jak mydło. W sumie smakuje dość podobnie, co jest trochę smutne.

Słodkawe… Coś. Bardzo coś, nie jest jakieś ekstremalnie słodkawe, ale to coś.

Zdarzyło mi się kiedyś jeść tego typu właśnie rodzynki, ale szczerze mówiąc nie jestem pewien czy o to dokładnie im chodziło. Rodzynki bywają takie, więc zdam to na ich znajomość greckich specjałów.

Mandarine

mandarineMandarine to jak zapewne wszyscy się domyślili, mandarynka. W zapachu jest delikatna tak jak praktycznie wszystkie liquidy od Atmosa. Po wysileniu nosa, wyczułem faktycznie mandarynkę, ale raczej taką przypominającą zapach witaminowych tabletek rozpuszczalnych o smaku mandarynki. Taka dość mocno chemiczna, w smaku czuć raczej właśnie te musujące tabletki rozpuszczalne aromatyzowane na owoc niż sam mikro-klon pomarańczy.

Lemonade

lemonadeLemoniada, ach lemoniada… Kto nie lubi latem wypić orzeźwiającej lemoniady?

Atmosowa jest jak dla mnie bardzo okej. Nie jest wybitna/nie stawia świata do góry nogami – ale ponad połowę buteleczki wywapowałem z czystą przyjemnością. Delikatny zapach, ale intensywnej cytryny – smak zdecydowanie bliski lemoniady. Daję okejkę.

W tej części to by było na tyle – w następnej sięgnę po największe dziwota od Atmosa jakie otrzymałem. Dzięki że czytacie i pamiętajcie, że społeczność tworzycie wy 😉

Macie jakieś opinie o Atmosie ? Możecie zawsze dać znać w komentarzach.

Oceny czytelników
5 głosy
65