Podstawy (W&P)

AvidArtisan Daedalus – A ty kręć, kręć, kręć sobie grzałki…


Tak, w moje ręce wpadł dość ciekawy wynalazek o dźwięcznej nazwie – Daedalus. Jest to skromnych rozmiarów urządzenie umożliwiające nam owijanie drutu drutem. Tak, dokładnie.

Jakkolwiek to dziwnie nie brzmi, to tym właśnie jest ów sprzęt – maszynką do mechanicznego przygotowywania drutów pokroju clapton, fused clapton, a nawet alien czy staggered clapton. Osobiście używałem go jedynie do robienia fused claptonów, ale o przyczynach napiszę później.

Otwieraj pan to pudełko!

Spójrzmy co dostajemy od producenta:

Konfiguracja standardowa

  • – serce zestawu – odpowiednio przygotowany stojak na owijkę
  • – dwie metalowe „prowadnice” drutu
  • – dwie sprężyny
  • – dwa krętliki
  • – dwie nakrętki
  • – uchwyt na krętlik
  • – 100 stóp (ok. 33 metry) drutu nichromowego (ni80)
  • – instrukcję obsługi
  • – trzy „Magiczne narzędzia do claptonów”

Konfiguracja „Pro” zawiera dodatkowo osprzęt zastępujący nam wkrętarkę – tejże wersji produktu jestem posiadaczem.

A skoro już otwarto pudełko... Pora na rozczarowania.

Na początek chciałbym rozwiązać sprawę „magicznych narzędzi do claptonów” – są to małe metalowe walce przewiercone przez środek celem umieszczenia w nich trzech żył drutów, z tym haczykiem, że są one dopasowane do drutów 28ga, 26ga oraz 24ga – są to amerykańskie standardy drutów, których ja nie posiadam. Są to odpowiednio: 0,321mm, 0,405mm i 0,511mm średnicy, a ja jestem w posiadaniu jedynie drutów 0,3mm, 0,4mm i 0,5mm, a co za tym idzie – walce absolutnie nie nadawały się do pracy z tymi drutami. Ich zadaniem jest trzymać drut w jednej płaszczyźnie by móc łatwo robić drut typu alien clapton, ale przy drutach które posiadam były one bezużyteczne – druty się przemieszczały i zakręcały, więc tubki nie spełniły swojej roli.

 

Jeżeli ktoś ma druty odpowiednich średnic – powinien bez problemu móc tych „magicznych” patentów używać – jeśli nie…

To i tak dacie sobie radę. Tylko innaczej.

Ale co... jak?

Instrukcji nigdy nie otworzyłem, bo sprzęt jest bardzo intuicyjny. Rozgryzienie co gdzie powinno się znaleźć zajmuje kilka minut, montaż wszystkiego był jak krótka zabawa klockami Lego.

Owijkę gdzieś rzuciłem, wolę używać swoich drutów, a poza tym 33m to dość mało. Miałem większe ambicje dotyczące tego zestawu, więc od razu rzuciłem go na głęboką wodę.

Używałem dwóch typów rdzeni – 0,4mm i 0,5mm ze stali typu 316l. Drutu 0,3mm użyłem raz, wszystko było ok, ale jednak używam go do czegoś innego, więc nie chciałem go tutaj marnować. Owijki których użyłem to 0,06mm oraz 0,08mm ze stopu FeCrAl 135, czyli popularnego Kanthal D.

Łącznie zrobiłem ok 250 grzałek, ok 100 z owijką 0,06mm i 150 z 0,08mm.

Urządzenie działa w dość prosty sposób. Na stojaku jest bolec na który wstawiamy szpulkę z owijką – ważne tylko, by szpulka nie miała więcej niż 1,5cm wysokości, bo inaczej nie damy rady założyć sprężyny i przycisnąć jej nakrętką. A to jest jedna z kluczowych rzeczy w tym zestawie – założoną na gwintowany bolec owijkę dociskamy sprężyną, której nacisk regulujemy nakrętką, przez co mamy kontrolę napięcia owijki. Owijka podawana jest przez prowadnik na drut, a przez wcięcie w prowadniku owijka może nawijać kolejne zwoje na rdzeń, jednocześnie przesuwając cały stojak. Banalne, ale skuteczne.

Przemyślenia z pierwszej ręki...

Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że urządzenie potrzebuje absolutnie idealnie płaskiej powierzchni, a każda malutka wypustka podłoża powoduje zaczepienie stojaka i zerwanie owijki.

Zerwanie owijki będzie częstym problemem, jeśli chcemy używać drutu o grubości 0,06mm – powody są różne: za duża prędkość nawijania drutu, za mała prędkość nawijania drutu, za duże napięcie owijki, za małe napięcie owijki, wyrobienie się prowadnika drutu, kawałek kurzu na powierzchni po której przesuwa się stojak z owijką – no jest tego sporo. Owijka 0,06mm zrywała się przy praktycznie każdym odcinku drutu. Inaczej ma się to przy owijce 0,08mm. Tutaj przy około 150 grzałkach owijka zerwała mi się ze dwa razy.

Minusem na pewno jest to, że pod koniec kręcenia zostaje trochę drutu w środku stojaka – ok 10cm. Osobiście preferuję uciąć drut z krętlików i dokończyć nawijanie owijki do samego końca drutu, ale jak się człowiekowi nie chce to równie dobrze może sobie te 10cm wyrzucić do kosza. Bo czemu nie.

 

Drugi minus – zestaw który dostałem był dość… plastikowy.  Chwytak przyczepiany do stołu – plastik. Nakrętka? Plastik. Gwint na „bolcu” na szpulę drutu – plastik. Mam niepokojące wrażenie że jak rozbiorę urządzenie zastępujące wkrętarkę, tam też będzie plastik. I to tam gdzie naprawdę bym tego nie chciał.
Przynajmniej głowica obrotowa która łapie drut jest metalowa, uh.


W kwestii tego urządzenia – ma MicroUSB – można je ładować. Zasilane jest z 2×18650, co mnie bardzo zadowoliło – kolejny użytek dla zbędnych polaptopowych akusów. W sam raz.

Więcej przemyśleń...

Na mnie zrobiło to wrażenie – a jestem przeciwnikiem kręcenia grzałek maszynowo. Jednak gdy robię sobie sam grzałki w domu i wiem że mam czyste druty dobrej jakości, nigdzie nie kapnie mi smar, a grzałki robione tym ustrojstwem wychodzą takiej jakości jak te kręcone ręcznie – super, po prostu super.

W sumie to tyle – przyczepiłem się do paru rzeczy, ale koniec końców jest to proste urządzenie, które każdy będzie w stanie obsłużyć by mieć porządne grzałki nie bawiąc się w zakup wkrętarki i bez wiercenia dziury w ścianie na haczyk, żeby można było powiesić sensownie krętliki.

A właśnie, krętliki w zestawie są świetnej jakości – są to krętliki łożyskowe które wytrzymują spore obciążenie i działają znacznie dłużej niż standardowe wędkarskie.

No to przemyślane.

Pozostaje jedynie pytanie kluczowe całego artykułu – czy warto ten sprzęt kupić?

Szczerze mówiąc to nie wiem. Większość czasu u mnie leży i się kurzy. Jak chcę zrobić sobie grzałki to wolę użyć wkrętarki, bo jest szybciej. Jeśli ktoś nie umie kręcić grzałek sam, to jest to wybawienie, a jak ktoś umie – zawsze może odpalić gdzieś za plecami i voila – grzałki same się kręcą, więc trochę czasu można na tym zaoszczędzić.

 

A skąd toto się wzięło?

Egzemplarz recenzyjny pochodzi z Fasttech.com.

Nie od dziś sklep dość znany – zaoceaniczny gigant zaopatrzenia Vape. Potraktowali nas wyjątkowo uprzejmie, i jesteśmy im wdzięczni za zaufanie – dzięki nim w przyszłości na pewno pojawi się więcej materiałów o różnych sprzętach.

 

Generalnie, wiadomo że zakaz sprzedaży transgranicznej jest – i że celnicy mogą robić wyjątkowo nieprzyjemne kuku ludziom którzy zamawiają stamtąd e-papierosy – natomiast, nic nie stoi na przeszkodzie by się dozbroić w takiego Daedalusa za granicą – jego dyrektywa nie obejmuje.

 

Jeśli ktoś chciałby wiedzieć gdzie takowego może nabyć –

< TUTAJ JEST LINK >


Dodaj komentarz :)

avatar
  Subscribe  
Powiadom o