logo Liquidy

Black Fog – recenzji część pierwsza :)


W dzisiejszym „kwadransie czarodzieja” zerkniemy na nowość, która ostatnio weszła na nasz rynek – aromaty Black Fog.

Zapraszam.

Pomarańcza

pomarańczaPomarańcza od Black Fog jest dla mnie poniekąd zagadką pamięciową – nie jestem pewien do czego ją przyrównać. Kojarzy mi się głównie z cukierkami pomarańczowymi i musującymi landrynkami o tymże smaku.

Całkiem fajny, dość delikatny co prawda – sugerowałbym proporcje wyższe niż 5-8%, a nawet do 10-12%, ale przyjemny aromacik.

Cenowo jest bardzo rozsądny, smakowo też nie mam wielkich zastrzeżeń. Mógłby być nieco bardziej „pomarańczowy”, a mniej słodki – ale to już jak kto lubi.

Ananas

ananasAromat ananasa od Black Fog też ma to samo – jest dość słodki i delikatny. Natomiast, zdecydowanie mi smakuje. Z zapachu generuje w głowie obraz wakacji w tropikach, pachnie po prostu 10/10.

Smakowo – jest dość dobrze. Chociaż mój liquid wyczuwalnie się nie dogryzł (A ja wrednie i wbrew wskazówkom wielkiego Food Emperrora byłem chytry i rzuciłem się na niego jak chytra baba z Radomia na trzy cytryny) to i tak nie mam nic do zarzucenia. Aromat fajny szczególnie do mieszanek – laboratorium wręcz prosi mnie o eksperymenty, a ja nie umiem mu odmówić. Zobaczymy efekty potem 🙂

Czarna Porzeczka

porzeczkaCzarnej porzeczce również nie mam nic do zarzucenia – chociaż i ona należy do delikatnych. Z jednej strony delikatne aromaty potrafią być wredne, z drugiej – mieszanki po prostu witają takowe z otwartymi ramionami.

Zapach świeżej czarnej porzeczki, smak zdecydowanie na plus – co prawda przegrywa z częścią znanych mi aromatów tego owocu bo akurat ten należy do moich faworytów i miałem ich naprawdę sporo – ale jest godnym konkurentem, walczy i nie daje za wygraną.

Jak się przekonałem…

Chociaż są nowi, zdecydowanie nie są źli. Testowałem je na dwóch urządzeniach – Aspire Cleito (O którym pisałem w tym miejscu) oraz zwykłym e-gonie – baterii 1100 mAh i parowniku, który dorwałem gdzieś w sklepie w moim rodzimym Gdańsku za niewielkie pieniążki dla rodzicielki.

Na obu smak był zdecydowanie okej – więc nie mam co narzekać. Szczerze i z ręką na pegasu…. sercu, powiem wam, że ja te aromaty polubiłem, a znajomi których nimi częstowałem byli tego samego zdania.

Wkrótce recenzja reszty, które mam – a mam ich jeszcze kilka. Trzymajcie się, i smacznych chmurek 🙂

Oceny czytelników
3 głosy
4.2