E-Liquidy

Blue Mist – Green Apple. Jabłko pokusy?


Smak - pomysł 30%
Smak - wykonanie 20%
Jakość - cena 38%
Chmura - EGO 60%
Krótkie podsumowanie

To nie jest jabłko pożądania, to jest jabłko przegranej. Jakby się chciało, a nie mogło. Szkoda, bo potencjał był, ale niestety jakoś umknął w praniu. Liquid bardzo średni - nie polecam.

Wynik 37%

Dzisiejsza wizyta w świecie glicerynowo-glikolowych buteleczek szczęścia oscyluje wokół jabłek. Na stole pojawia się nam Green Apple od Blue Mist. Sprzętem testowym jest zestaw IPV2 Mini 70W i Aspire Triton z grzałkami 1,8 Ohm, co pozwala przeprowadzić symulację zestawu EGO. Liquid idelanie pasuje do tego typu e-papierosów, a ściągnięcie sporej chmury z wykorzystaniem liquidu o mocy 11 to nie jest za bardzo dobry pomysł – 0,3 Ohm w tym wypadku poszło grzecznie spać do pudełka. Moc zasilania do testów mieści się w granicach 12-20W, więcej mocy po prostu gryzłoby grzałkę.

Walory techniczno-wizualne

Zacznijmy od walorów techniczno-wizualnych – to ważna rzecz. Jako „bimbrownik”, jak teraz potocznie określa się tych robiących liquidy samemu, zawsze lubiłem buteleczki po liquidach Blue Mist. Wygodne, schludne, łatwe napełnianie, po prostu same superlatywy.

Jeśli chodzi o walory wizualne – szału nie ma. Buteleczka nie jest cała w etykiecie, zwykły matowy plastik, środek przewija pas etykiety, kształt baryłko-podobny z wyjściem na „dzióbek”. Szał? Nie. Negatywy? Nie. Przeciętnie? No, ku temu bym się skłonił. Poniekąd można by nawet powiedzieć, że jest trochę prymitywnie – etykieta nie jest jakoś wielce przekonująca graficznie. Budzi wrażenie podobne do tego, które budzą tańsze liquidy nieznanych marek i z niskich półek cenowych – ale cóż, bywa.

Pierwszy zapach

blue mistTutaj powiedziałbym, że uczucia są zdecydowanie mieszane. Pierwsze co przywodzi na myśl zapach owego liquidu to takie drętwe, delikatne jabłko – po kilku sekundach natomiast nos morduje to czego otwarcie nienawidzę – chemiczny, sztuczny zapach. Coś w rodzaju plastikowego, jednak dalej nie ten sam… ble. Wapować się odechciewa.

Co jeszcze gorsze, po chwili owy zapach przeszedł w lekki zapach… SILIKONU? Owszem, dokładnie. Silikonu. Woń zdecydowanie podobna do silikonu jakiego popularnie używa się w łazienkach, czy do uszczelniania okien. Fuj, fuj. Fuuuj. Zbladłem momentalnie, ale brnąłem dalej.

Smak

Korzystając z żartu sytuacyjnego – niedaleko pada jabłko od jabłoni. Smak tego liquidu jest… eh.

Na samym początku jest to ostra nuta jabłka i taką nutę mógłbym tolerować. Ale potem…

Około sekundy po rozpoczęciu „bucha”, nutę jabłka zastępuje coś w rodzaju techniczno-smutnej mieszanki umierającego jabłka, silikonu i niespełnionej obietnicy. Po chwili wraca jabłko, by zaraz ponownie wapować silikon. Smak określiłbym jako….

*** Ostrzeżenie, żarty elektrotechniczne. Modderzy, może się pośmiejecie***

Sinusoidalnie zmienny.

***BADUM TSSS***

Kiedy czuję jabłko to smak jest naprawdę okej, powiedziałbym że skłania się w kierunku słodkiego zielonego jabłuszka. Potem nadchodzi jednak silikonowa armia, a wapera przepełnia smutek i niesmak. Jabłko słodkie – tutaj nadchodzi polemika. Czy to słodkiego jabłka właśnie szukamy? Moim zdaniem nie do końca – jeśli chodzi o jabłko, skłaniałbym się raczej ku kwaśnemu, agresywnemu jabłku, a nie przesłodzonemu, uśmiechniętemu ziemniakowi z drzewa. No, ale to jest kwestia gustu. Jeśli macie ochotę, dajcie znać w komentarzach jakiego jabłuszka wy poszukujecie.

Potwierdzenie obaw

Kiedy jeden lekarz wydaje opinię, nic nie jest przesądzone. Dopiero konsylium potwierdza diagnozę, dlatego wezwałem do pomocy przyjaciela po fachu, który potwierdził moje przypuszczenia.

W tym soczku czuć głównie jabłko, dziwną, silikonową nutę oraz bardzo drobny posmak cytrusu – nuta kwaskowa, jednak na tyle słaba żeby nie zmieniać całości. Rzym przemówił, sprawa zakończona – przejdźmy zatem do podsumowania.

Podsumowanie…

Gdyby to właśnie było jabłko grzeszne, które Ewę rajską miało skusić… To pisałbym do was z raju. Serio. Paliłem gorsze, płakałem po gorszych – tutaj jest źle, ale nie tragicznie. Był pomysł? Był. Wyszło? Nooo… Eeeee… Yyyyy… Mmmm… Tiaaa… No tak średnio, tak średnio bym powiedział.

płyn do e-papierosaCzwóreczka za smak, pomysł był. Trójka za oddanie, bo chociaż był pomysł to nie do końca wyszedł na swoje. Konsystencji nie oceniam bo to liquid przeznaczony głównie do e-papierosów typu EGO – zazwyczaj jest taka sama. Proporcje ? 45% PG 45% VG, 5% wody demineralizowanej (Tutaj leci drobny minusik. Woda w liquidzie to nigdy nie jest dobra rzecz.) Reszta to dodatki smakowe i baza nikotynowa.

Proporcja ceny do jakości? Za 10 ML Blue Mista musimy wyłożyć 9,90. Czy to źle? Niee, są droższe. Czy to dobrze? Niee, są lepsze za tą cenę. Czy warto? Tutaj kwestia sporna. Może ktoś lubi i mu takowy smakuje – w tym wypadku warto według niego. Mnie osobiście liquid mocno zniechęcił i na inne liquidy tej firmy patrzę nieco innym, mniej łaskawym okiem. Przemówiło moje wewnętrzne „ciskaj chmury”, proporcja jakości do ceny 5. Bywało lepiej, bywało gorzej.

Kupować?

Osobiście kierowałbym się raczej w stronę innych liquidów jabłkowych, z tej półki cenowej jest spory wybór. Jeśli ktoś jest fanem, to owszem, lubi więc niech wapuje, ale na pierwszy strzał serdecznie nie polecam. Dajcie znać drodzy czytelnicy jak wam się podoba ten liquid, jeśli macie szczęście bądź nieszczęście być jego posiadaczami.