Czy e-papieros pomaga rzucić palenie? [źródło: TBEC Review @Flickr] Zdrowie

Czy e-papieros rzeczywiście pomaga rzucić palenie?


 

W większości reklam elektronicznych papierosów przewija się informacja, że pomagają one w rzuceniu palenia. Sami ich użytkownicy zresztą często potwierdzają, że im się udało. Z drugiej strony jednak zdaniem ich zagorzałych przeciwników, jest to po prostu bardziej nowoczesna używka. Uzależnienie od nikotyny pozostaje, zmienia się tylko sposób jej przyjmowania. Jako „lepszą alternatywę” wskazuje się zwykle tak zwaną „nikotynową terapię zastępczą” (NTZ), czyli znane zapewne nam wszystkim gumy, pastylki do ssania i plastry. Kto ma rację?

Na początek trzeba rozprawić się z pewnym mitem dotyczącym skuteczności takiej terapii. NTZ często bywa „zastępcze” bardzo długo. Są ludzie, którzy po prostu przerzucili się na gumy z nikotyną i żują je nawet od kilkunastu miesięcy. Nie ma tu więc szczególnej różnicy między plasterkami a papierosem elektronicznym. Uzależnić można się od jednego i drugiego, nie istnieje więc logiczny powód, dla którego NTZ należałoby wskazywać jako skuteczniejszą metodę rozstania się z nałogiem nikotynowym.

Czy jednak jest to rzeczywiście „nowoczesny nałóg”?

Częściowo na pewno tak. Jest bardzo wielu e-palaczy, którzy nie mają w zasadzie najmniejszego zamiaru odstawić e-dymka. Część z nich faktycznie używa po pewnym czasie wyłącznie smakowych zerówek, większość jednak nawet po wielu miesiącach nadal zaciąga się mgiełką z nikotyną. Można więc rzeczywiście powiedzieć, że nie tyle rzucili palenie, co zmienili jeden nałóg na inny, oparty na dodatek na tej samej uzależniającej substancji.

Faktem jest jednak, że nawet ci, którzy e-papierosów używają stale, zostawili w końcu analogi, chociaż więc nie pozbyli się nałogu nikotynowego, przestali jednak wdychać wszystko to, co szkodzi najbardziej: substancje smoliste i wszelkiego rodzaju niebezpieczne dla zdrowia efekty spalania tytoniu. Patrząc więc pod tym kątem, niewątpliwie palić papierosy przestali. Kwestią do interpretacji jest więc raczej to, czy zamianę jednego nałogu na inny, bezpieczniejszy, można potraktować jako rzeczywiste porzucenie tego pierwszego?

Odnieśmy to na chwilę do ciężkich narkotyków

Osoby uzależnione od heroiny bardzo często leczone są metadonem. Jest to, najkrócej mówiąc, również heroina, ale syntetyczna i pozbawiona efektów dających „przyjemność” z używania opiatów przez narkomanów. Zadaniem takiej zastępczej terapii jest dokładnie to samo, co w przypadku NTZ: wyeliminowanie najbardziej szkodliwych dla pacjentów efektów, przy jednoczesnym zapewnieniu środka, który zmniejsza stopniowo, a następnie likwiduje głód heroinowy.

Ten przypadek jest bardzo skrajny, pokazuje jednak, że zastąpienie u osoby uzależnionej bardzo szkodliwego środka czymś, co działa podobnie, ale nie ma tak wielu efektów ubocznych przy jednoczesnym zachowaniu działania czysto fizycznego, jest praktyką stosowaną w medycynie dość powszechnie. Nikt też nie twierdzi raczej, że narkomani po przejściu na metadon a później odstawieniu także i jego, nie pozbywają się przy tym własnego nałogu. Jest wprost przeciwnie: taka „wymiana” jest standardowo zalecana tam, gdzie człowiek sam sobie nie do końca radzi z uwolnieniem się od środka psychoaktywnego.

Faktem jest co prawda, że wszelkie zastępcze terapie prowadzone pod kontrolą lekarską dążą do całkowitego wyeliminowania określonej substancji psychoaktywnej. Jedno jest natomiast pewne: są one w pewnym stopniu skuteczne i nie ma żadnego powodu, żeby zamiana analogów na e-papierosy okazała się jako jedyna nieskuteczna.

Palacze okazjonalni

Największe kontrowersje budzą prawdopodobnie te osoby, które na co dzień korzystają co prawda z papierosów elektronicznych, w pewnych momentach jednak wracają tymczasowo do analogów. Dotyczy to bardzo różnych sytuacji:

  • imprez, na których sporo znajomych pali;
  • „przerw na fajkę” w firmach i biurach;
  • wyjazdów wakacyjnych, na które niektórym po prostu nie chce się zabierać całego sprzętu;
  • na spływach kajakowych, pod namiotem i przy innych formach wypoczynku, podczas których e-papierosowi grozi zamoczenie i uszkodzenie;
  • okazjonalnie, „do towarzystwa”.

Tutaj ciężko jest rzeczywiście mówić o rzuceniu palenia, skoro na zmianę korzysta się z analogów i e-papierosów. Często też te drugie zastępują jedynie tymczasowo tradycyjne, głównie w miejscach i sytuacjach, kiedy obowiązują zakazy – na przykład na terenie szpitala czy szkoły.

Jak więc wyraźnie widać, e-papieros może, ale nie musi prowadzić do rzeczywistego pozbycia się nałogu nikotynowego. Jest to po prostu wybór konkretnej osoby, korzystającej z tego nowego wynalazku w najwygodniejszy dla siebie sposób.