Rozrywka

Dillon’s Red oczami Core – Red ain’t bad


Tak jak ten zgred  Soramenium, złapałem się za czerwone Dillonsy. Chałwa mi za to czy nie to sobie sami dopiszecie, a ja przedstawię wam co myślę.

Poloneza czas zacząć, lecimy!

Lmao, czerwone butelki. That’s nice.

Butelki czerwone, dalej szklane, ale okrągłe tym razem. No, ale żeby było WINCYJ LANSU zrobili je na metalik. Takich jeszcze nie miałem, chyba byłem niemodny aż do teraz.

Sam zapach bardzo kusi, w wypadku wszystkich trzech esencji był bardzo intensywny, ale nie zabijał chemicznym kapciem tak od razu. Ouija trochę zaczuła chemią po chwili, ale to wybaczalne. Widywałem już jogurty które były „o smaku owoców leśnych” & kompletnie bielutkie – tamta chemia chyba gorsza.

Po otwarciu butelczyny w pipetę wyposażonej, kulturalnie, jak to zwykle – ciężko naprawdę jest mieć problemy oszacować jaki aromat kryje się pod jakim tytułem.

Ouija

Ouija to owoce leśne. Chociaż to copypasta, bo wcześniej Dillons wypuścił je z jogurtem, jak dla mnie i tak są warte uwagi, bo nie każdy aromat powinno się wykorzystywać osobno. By otrzymać perfekcję, czasami trzeba więcej niż jednego składnika, a Ouija może świetnie spełniać rolę dodatkowego substratu mieszanki. Ciasteczka z owocami leśnymi? Hell yeah. Budyń leśno-owocowy? Dajcie dziesięć. Donuty w polewie o smaku owoców leśnych? Ayy, dajcie karton.

Samej Ouijy nie mam nic do zarzucenia, ale solo jest nudna. Jest dobra, ale nudna. Jak na owoce leśne smak jest świetny, ale nużący. Słodki dosyć, co u mnie przekłada się na „błee” ale cóż, to tylko ja taki zgred nie lubię słodyczy.

Cleopatra

To zła kobieta była, ale aromat to coś, co naprawdę mnie rusza. Mój dotychczasowy faworyt, który na pewno zostanie ze mną na długo.

Jeśli chodzi o smak, powiedziałbym bardziej, że to babka cytrynowa niż ciasteczka z kremem jogurtowo-śmietankowym, bo takie wrażenie we mnie budzi, ale nie można odmówić śmietankowej nuty, jest zdecydowanie wyczuwalna.

Deserówka stworzona praktycznie dla mnie, bardzo głęboko moje klimaty. Gdyby ktoś poszukiwał czegoś na letnie wieczory kiedy deszcz będzie padał to dałbym mu to i powiedział, żeby skapnął jeszcze troszkę owoców leśnych, mango albo arbuza – i wyjdzie coś czarodziejskiego, albo i nawet magicznego.

Zdecydowanie warto spróbować.

Dragonfly

Ayy Ayy, stop. Guma balonowa to nie moje klimaty, mocno.
Chociaż nie mam jej nic do zarzucenia, jest wzorową gumą balonową, ma świetny smak porównywalny do popularnych różowych Orbitów i innych gum „wiodących” to dalej nie moja bajka.

Jeśli lubicie sobie pożuć, to poirytuje was to, że smak jest, a nie czujesz jakbyś coś żuł. Ale przynajmniej są i plusy, nie przykleicie niczego pod biurko/ławkę/klapek/spodnie.

Fanom gum balonowych polecam. Ludziom uczulonym na słodkość (takim cegłom jak ja) ne-ne

Dzwońcie po gliny, i tak was nie odwapują!!!!111

Dillonsów trzeba uspokoić. Zanim zdążę się mocno wgryźć w jeden aromat, który zrobią, robią drugi i jest świetny. Gaśnica i po karku, kurcze blade, bo naprawdę to już się wymyka spod kontroli.

Cytrynowe ciastko to zbawiciel wszechświata vape, serio. Owoce leśne ? Solo nie powalają na kolana, ale są bezcennym dodatkiem do mieszanek. Guma balonowa? Jak ktoś nie jest mną to niech łapie się od razu.

Butelki nowe, jakość ta sama. Cieszę się, że nic nie popsuło się po drodze. Bywało już tak, że pierwsze liquidy marki były super, a potem pionowo w dół – tym razem nie i to powód do dumy. Poważnej, dorosłej i pohamowanej, ale dumy jak najbardziej.