Liquidy - recenzje

Recenzja E-liquid Cartel – El Coilo


Dzisiaj na stole coś, co jest jak to się niegdyś popularnie mówiło, „na świeczniku” – El Coilo od E-Liquid Cartel. Zapraszam.

Pierwsze Wrażenia

Otworzyłem paczkę. W paczce trociny(?), karteczka od Cartelu i trzy liquidy. Dzisiaj zerkam na El Coilo, który do mnie przyszedł w buteleczce 30 ml. Szklanej, z pipetą. Klasa.

Pierwsze co przykuło mój wzrok to… etykieta.

Na etykiecie jest trupia czacha przebita szablami. Wszystko fajnie, pięknie, ale nawet mając swoje mizerne kwalifikacje z historii, wiem że piraci się z kartelem za bardzo nie łączą. No, ale dla pewności skonsultowałem się ze znajomym mi nauczycielem, który na historii się zna dość dobrze. Jego odpowiedź na pytanie: „Czy coś łączy kartel i piratów” to: „Hmhm, no nie bardzo”.

Poza tym w sumie nie miałem na czym szczególnie zawiesić oka Saurona – fajna, szklana czarna butelka, z dość wygodną pipetką. Nihili novi, nic nowego.

Zapach

Buteleczka pachnie nawet nieotwarta – mieszanką orzechów laskowych i nugatu. Zapach przyjemny, łechce nos i podżega do zrobienia komuś betonowych butów  zalania tanka.

Po otwarciu intensywna woń, równie przyjemna i taka sama. Momentami czuć przebitkę chemii, ale ku mojemu zdziwieniu, dość rzadko.

Don Coradio się niecierpliwi, czyli smak

Po zrobieniu kilku par betonowych butów delikwentom, którzy zalegają mi z haraczem, zjedzeniu spaghetti i scapown’owaniu kolejnych kilku osób, zalałem tanka i spokojnie zasiadłem, żeby zapalić i wysłuchać moich pełnomocników ds. przemytu i kontroli ulic.

Smak wydał się dość w porządku – po pierwszych kilku buchach stwierdziłem, że następne nie będą szczególnie bolały.

Delikatny, orzechowy smak, delikatny ale wyczuwalny. Od czasu do czasu przeskoczył chemią, ale to nie były takie kapcie jakie zdarzały się popularnie w liquidach Way2Web, który odpowiada i za Cartel, i za niesławne Pink Fury – ostatnio też za VapeZone, a wcześniej za liquidy Collins. Nie spodziewałem się, że coś przełamie ich passę porażek – a jednak, osiągnęli coś interesującego. El Coilo to rozsądny liquid.

Nie czuć już tej ekstremalnej ciekłości, rozcieńczenia. Postarali się.

Dajcie mi tu El Vapo, musimy porozmawiać – czyli podsumowanie

Chociaż pirat na etykiecie to kompletna klapa – równie dobrze można promować Dziki Zachód wizerunkiem Che Guevary czy też Star Treka wizerunkiem Harry’ego Pottera…

Liquid jest w porządku. Smak jest okej, chmura też całkiem całkiem. Zapach jest przyjemny i nie ma co tutaj polemizować. Gdyby cena była sensowna, można byłoby dodać to do listy liquidów, które bez bólu i grzechu można zakupić. Tylko że… liquid kosztuje 30 zł/30 ml, czyli 10zł/10ml. Stawka, w której liquidów jest masa i to nie tylko tych z dolnych półek. Przerost ambicji doprowadził ich do katastrofy.

Nie ma negocjacji.

Prezentacja 40%
Zapach 75%
Smak 75%
Cena/Jakość 60%
Krótkie podsumowanie

Pomimo kolosalnej pomyłki z logotypem, wyprodukowali coś co zasługuje na Cartel. Owszem, taki towar rozumiem, i taki towar mogą przemycać w spokoju. Kapelusz z głowy, cygaro w popielnicę, bo zrobienie czegoś dobrego to jedno, ale przezwyciężenie własnej porażki to drugie. Gdyby nie wyskoczyli z ceną z kosmosu, być może byłby to złoty strzał. Teraz to tylko strzał na ślepo.

Wynik 60% Tylko Cartel.
Oceny czytelników
7 głosy
38