E-Liquidy

Recenzja #Tag E-Liquids


Witajcie!

Dzisiejszy artykuł będzie na swój sposób specjalny, ponieważ omawiany przeze mnie materiał został mi podarowany przez firmę VCP Sp. z o.o. W tym miejscu chciałbym podziękować Panom Wojciechowi i Marcinowi – za co?

Za liquidy, wiadomo, jak i za samą chęć współpracy. Jeśli ktoś mnie kojarzy z grup znanego portalu społecznościowego bezpośrednio powiązanych z tematyką EIN, to raczej wyobraża mnie sobie jako hejtera zrównującego z ziemią wszystko co się da. No właśnie, Panowie których imiona podałem wcześniej mieli na pewno nie raz kontakt z moją krytyką w stronę (bezpośrednio oraz pośrednio) ich, lub firmy VCP. Ja na miejscu tych Panów byłbym sceptycznie nastawiony do wydawania obiektu recenzji takiej osobie.

Ale koniec końców się dogadaliśmy i dnia 10 kwietnia dostałem paczkę z serią liquidów #TAG LIQUIDS.

Seria składa się z 5 premixów, rozlanych do 60 mililitrowych butelek typu gorilla, z wykręcanym „dziubkiem” (osoba która wymyśliła ten patent powinna dostać nagrodę Nobla), w których znajduje się 50 mililitrów płynu, co za tym idzie – maksymalnie uzyskamy moc 3 mg nikotyny na każdy mililitr liquidu. Etykietki mają raczej minimalistyczny design, który nie przyciąga za bardzo wzroku – gdybym szukał czegoś w sklepie to raczej nie zwrócił bym uwagi na takie butelki.

Dostępne jest pięć następujących smaków:

  • apricot cake (ciastko morelowe),
  • sweet fruits (brzoskwinia, truskawka i papaja),
  • smooth tobbaco (tytoń z karmelem i orzechem laskowym),
  • acid fruits (kiwi, jabłko i melon) oraz
  • mentos candy, czyli słodka mięta, której raczej nie tknę, bo stronię od mięt, koolad, coolerów, freezerów i innego takiego barachła.

Wszystkie płyny były testowane na zestawie: Modular od The Freaks z Drop RDA od DigiFlavour, na którym zamontowane były dwa fused claptony 2×0,5mm SS316L owinięte 0,08mm Kanthal D. Standardowo nawinąłem 5 zwojów na średnicy wew. 3mm – rzecz jasna przy każdym płynie był montowany nowy zestaw nieużywanych grzałek.

UWAGA: odradzam stosowanie tak nisko oporowych grzałek na urządzeniach z wątpliwą wydajnością, a w szczególności na modach mechanicznych. Grzałki były używane na wydajnym modzie mechanicznym w kontrolowanych warunkach, przez osobę OBEZNANĄ, mającą doświadczenie i wiedzę merytoryczną, oraz znającą ryzyko związane z używaniem takiego zespołu grzewczego. Za wszelkie uszczerbki na zdrowiu spowodowane używaniem takiego zestawienia grzałek nie biorę odpowiedzialności.

Tym optymistycznym akcentem przejdźmy od razu do meritum.

Ciastko morelowe, mające najbardziej intensywny kolor z całej serii, jest według mnie liquidem nudnym, co znaczy tyle, że po zużyciu ok 15 ml płynu nie miałem ochoty kontynuować z nim przygody. Smakowo czuć jedynie morelę, przyjemną i słodką, ale żadnej ciastkowej nuty nie znalazłem. Płyn zdatny do używania raz na jakiś czas, albo – jak w moim przypadku – zamiennie z innymi liquidami (na innych urządzeniach). Moje kubki smakowe odmawiają długofalowego obcowania z tym premixem, a zakończoną przygodę z nim oceniam na pięć ciastek w skali od 1 do 10.

Acid fruits, czyli trochę jabłka, słodzika i depresji w butelce. Szczerze mówiąc gwałtownie zbliżam się do ostatnich kropel i nie wiem co napisać, żeby nikogo nie urazić. Nazwa sugeruje nam, że będziemy mieli kontakt z płynem o smaku trzech soczystych owoców, a do tego będzie kwaskowaty – mmmm, to co lubię! Niestety Pan Mieszacz stwierdził że nie, nie będzie to kwaśne, bo niby dlaczego? O ironio. Płyn jest słodki, ale żadna konkretna nuta smakowa nie wysuwa się na przód, co czyni liquid względnie nijakim. Z całym szacunkiem, ale nie jestem w stanie dać więcej niż trzy różne owoce na dziesięć możliwych – a to tylko dlatego, że koniec końców dało się to bez problemu skończyć bez urazów fizycznych i psychicznych.

Sweet fruits – brzoskwinia, truskawka i papaja. Tutaj przechodzimy ze skrajności w skrajność, bo płyn w przeciwieństwie do nazwy jest dość kwaskowaty, póki mamy w miarę świeżą watę. Smakowo to brzoskwinia i papaja grają pierwsze skrzypce, truskawka pozostaje w tle, ale przejmuje kontrolę jeśli chodzi o pozostawiany w powietrzu zapach. Soczek przyjemny, choć nie obeszło się bez zmieniania waty – z czasem robi się coraz słodszy i traci większość swoich walorów. Ma potencjał na bycie codziennym liquidem, ale niestety nie chce mi się co chwila wickować, więc poszukam jeszcze czegoś innego. Z czystym sercem daję stabilne 7 kciuków w górę.

Mentos candy sprawił, że odpadłem. Nie ma mowy żebym obcował z czymś takim dłużej niż dwie minuty. Aby jednak zachować dobre maniery i nie lekceważyć czyjejś pracy, postanowiłem przekazać liquid osobie, która jest smakoszem takich płynów i poprosiłem o kawałek tekstu:

„Słodka, niebrudząca grzałek mięta kojarząca się z mentosami. Nienachalna lecz intensywna, pozostawia przyjemne uczucie chłodu w ustach.”


Mam nadzieję, że wszystkim zainteresowanym taki krótki tekst wystarczy. Od jakiejkolwiek oceny się wstrzymam.

Na koniec zostawiłem personalny crème de la crème całego zestawienia, czyli tytoń z karmelem i orzechem laskowym. O dziwo liquid nie musi się dobrze przegryźć z watą, by zacząć nam dawać to co ma najlepsze. Skarpetkowaty tytoń, słodki karmel i posmak orzecha, tak, to na to czekałem od dwóch tygodni – od momentu odebrania paczki. Smakowo orzech i tytoń bardzo przyjaźnie się komponują, a karmel nadaje pełni smaku i słodyczy temu zestawieniu. Ciężar płynu brudzi grzałki w znośnym tempie, ok 20ml do momentu zmiany waty – posiadałem tytoniówki, które dużo bardziej niszczyły zespoły grzewcze. Tutaj daję mocne 8, bo mimo wszystko moje kubki smakowe nie eksplodowały z rozkoszy, ale to był dobry trop.

Wszystkie płyny miały swój urok, żaden nie był tak zły by nie dało się go skończyć, a mimo produkcji w Polsce, trzymają całkiem przyzwoity poziom. Proszę, ot i całe #TAG liquids. Seria, którą śmiało mogę polecić choćby w celu sprawdzenia czy coś nam posmakuje – wszyscy mamy przecież różne kubki smakowe i to co nie smakowało mi, może zasmakować innym. Ocena płynów była czysto subiektywna i należy ją traktować jedynie jako drobną sugestię przy doborze płynu dla siebie, lub ewentualnego rozważenia zakupu.

Na koniec dodam, że przepaliłem całe butelki płynów, by mieć pełny obraz niszczenia grzałki i doznań, które towarzyszą od otwarcia do ostatniego zalania. Przy ciastku morelowym i tytoniu zakładałem watę 3 razy (rewick po każdych 20ml przepalonego liquidu), a przy owocach zarówno słodkich jak i kwaśnych – 2 razy (po 30ml).

No nic, na dzisiaj to tyle i biorę się za kolejne płyny 😉

 

Dzięki za uwagę, trzymajcie się, cześć!  


Dodaj komentarz :)

avatar
  Subscribe  
Powiadom o