Bazy I Aromaty

TPA – aromat Gummy Candy


Smak 60%
Cena 95%
Jakość 82%
Krótkie podsumowanie

Tani, ale raczej mało smaczny aromat nie przypominający wcale żelek.

Wynik 79%

Nie znam osoby, która nie lubi żelkowych kolorowych misiów. Nawet najwięksi twardziele czasem się na nie skuszą, dlatego i ja postanowiłem spróbować aromatu o tym smaku. Postawiłem na znaną i cieszącą się raczej pozytywnymi opiniami firmę TPA (The Perfumers Apprentice). Dosyć często korzystam z ich produktów i trzymają one zawsze przynajmniej dobry poziom. Cały czas miałem jednak obawy czy da się dobrze odwzorować smak tego typu i czy rzeczywiście słodycze nadają się do wapowania.

Aromat otrzymujemy w szklanej buteleczce z dosyć niewygodnym w obsłudze zakraplaczem – to w przypadku tego producenta standard. Po szybkim sprawdzeniu okazało się, że płyn jest bardzo rzadki i nie ma problemu z rozlewaniem podczas zakraplania. Jedyną rzeczą, która wzbudzała wątpliwości był zapach – w żaden sposób nie przypominał mi żelek.

Smak i dojrzewanie

Na początku przygotowałem jedną próbkę 10-mililitrową o 10-procentowym stężeniu aromatu w płynie. Po dłuższej obserwacji okazało się, że barwa nie uległa żadnym zmianom, a płyn nie stał się mętny. To wielki plus, ponieważ liquidy, które nie mają koloru zostawiają sto razy mniej nagaru na naszym systemie grzewczym.

Po odczekaniu trzech dni postanowiłem zakroplić swojego dripperka i trochę się w tym momencie rozczarowałem. Płyn nie smakował jeszcze tak jak powinien i wyczuć można było słodki, oddzielający się posmak gliceryny. No trudno, poczekamy – pomyślałem.

Po tygodniu oczekiwania przyszedł czas na ostateczny werdykt. Jak przystało na wytrawnego smakosza, nakręciłem nową grzałkę w dripperze i zamontowałem świeży knot zrobiony oczywiście z waty.

Efekt końcowy

Potwierdziły się jednak moje obawy dotyczące zapachu. Po krótkim teście okazało się, że nazwa produktu nie odpowiada w żaden sposób jego smakowi. Cały czas miałem też wrażenie, że skądś już znam ten aromat. Postanowiłem więc nie rozstawać się z płynem na kilka godzin, żeby odszyfrować zagadkę. Po drugim dniu wapowania przypomniało mi się co to jest. Białe landrynki! Znienawidzone prze ze mnie landrynki, które zawsze leżały u babci na stole.

Osobiście jestem bardzo zawiedziony tym aromatem i czym prędzej postanowiłem go wymienić z innymi waperami. Smak nie przypomina żelków i jest raczej nijaki. Miłośnicy słodyczy i żelków powinni poszukać czegoś innego.