Regulacje Prawne (W&P)

Wojna o e-papierosy


Ministerstwo Zdrowia w ramach wdrażania dyrektywy tytoniowej Parlamentu Europejskiego i Rady Europy 2014/40/UE z dnia 3 kwietnia 2014 roku przygotowało projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia. W ramach projektu resort zdrowia planuje zakazać palenia e-papierosów w niektórych miejscach publicznych oraz zakazać sprzedaży osobom nieletnim. Projekt ustawy ma rzekomo chronić obywateli, zwłaszcza tych młodych, przed skutkami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Zmiany mają zostać wprowadzone do 20 maja 2016 r., jednak obecny kształt projektu rodzi wiele pytań i wątpliwości.

Czy regulacja jest potrzebna?

unia europejskaPotrzebę uregulowania statusu e-papierosów rozumieją nawet firmy, które będąc w Stowarzyszeniu na rzecz E-Palenia wyszły z inicjatywą ograniczenia sprzedaży osobom poniżej 18 roku życia.

Resort Zdrowia w związku z projektem ustawy postanawia zmienić status e-papierosa i uznać go za wyrób tytoniowy, co nie odpowiada stanowi faktycznemu. Uznanie e-papierosa za wyrób tytoniowy byłoby niezgodne z prawdą, ponieważ nim nie jest. Nie każdy roztwór inhalacyjny zawiera nikotynę, a w procesie użytkowania e-papierosa nie zachodzi spalanie tytoniu.

Projekt regulujący palenie e-papierosów, obok zakazu sprzedaży nieletnim i zakazu palenia w miejscach, w których zabronione jest palenie tytoniu, obejmowałby również zakaz reklamy i sprzedaży w Internecie. Konsekwencją wprowadzenia ustawy byłoby również nałożenie specjalnego podatku, podobnego do akcyzy, na e-papierosy.

Nietrafione argumenty

Argumenty w dyskusji, która zapewne niedługo dotrze do większej rzeszy odbiorców wyglądają następująco. Profesor Tadeusz Orłowski, pulmonolog porównuje e-papierosy do e-dopalaczy, ponieważ podobno są niezbadane i to ma być zasadniczy argument na rzecz restrykcji prawnych. Nieznane są substancje z których się składają. Otóż jest to nieprawda. Skład roztworu inhalacyjnego składa się z glikolu propylenowego, gliceryny oraz nikotyny (nie zawsze), czasami również z wody demineralizowanej. E-papieros nie zawiera tlenku węgla, ponieważ e-palenie to nie spalanie tytoniu a inhalacja parą. Jak zauważa chemik Mirosław Dworniczak, to, co wydychamy z e-papierosa, jest dużo mniej toksyczne niż powietrze w centrum miasta. Profesor Orłowski albo żadnej wiedzy na temat e-papierosów nie ma, albo nie potrafi się nią posługiwać, albo świadomie manipuluje opinią publiczną.

W dyskusjach interlokutorzy często posługują się źle zdefiniowaną terminologią, używają uproszczeń oraz w sposób nielogiczny i nieweryfikowalny argumentują za swoimi tezami. Aby pomóc naszym czytelnikom zająć stanowisko w tej sprawie, warto na początku zdefiniować czym w ogóle jest papieros elektroniczny. Otóż nazwa e-papieros, którą powszechnie się posługujemy niewiele ma wspólnego z papierosem tradycyjnym. Zapewne stanowiła przemyślaną strategię marketingową służącą pozyskaniu jak największej liczby palaczy. E-papieros jest zasilanym baterią urządzeniem inhalacyjnym sprawiającym użytkownikowi wrażenie podobne do tego, które uzyskują palacze podczas palenia papierosa tradycyjnego. A zatem e-papieros powinien być nazywany „elektronicznym inhalatorem nikotyny”. Błędne definiowanie e-papierosa i procesu jego użytkowania to podstawa konfliktu w sporze o status elektronicznego papierosa.

Co z zaletami e-papierosów?

Wymieniając szereg argumentów, które często są nieprawdziwe, zapomina się choćby wspomnieć o zaletach e-palenia. Przyczyniają się one do znacznych spadków palenia tradycyjnego. E-papierosy pozwoliły rzucić lub ograniczyć palenie tytoniu ok. 1,5 mln Polaków. Mówią o tym specjaliści. Jak zauważa dr n. med. Piotr Müldner-Nieckowski, prof. UKSW, „z rachunku wad i zalet papierosów elektronicznych i tytoniowych, które dla kontrastu nazwano ‘analogowymi’ wynika jednoznacznie, że elektroniczne są pod każdym względem lepsze i zdrowsze. Nie są zupełnie nieszkodliwe, bo często zawierają nikotynę, jednak na pewno nie powodują, tak jak papierosy tytoniowe, uszkodzenia układu oddechowego, serca, naczyń krwionośnych i – co najważniejsze – nie wywołują raka”.

Gdzie nie kupisz już elektronicznego papierosa?

e-papierosWażnym aspektem projektu ustawy jest zakaz sprzedaży przez Internet, który ponoć sprzyja sprzedaży nieletnim. Tylko czy rzeczywiście tak jest? Wyeliminowanie sprzedaży internetowej przyczyniłoby się do upadku drobnych firm, które funkcjonują głownie w ten sposób. Obecne warunki sprzedaży internetowej umożliwiają weryfikację wieku odbiorcy, choć nie zawsze się z nich korzysta. Zatem, może jednak warto pomyśleć nad surowszą kontrolą sprzedaży a nie jej zakazem.

E-palenie to nie palenie i utożsamianie ze sobą tych dwóch różnych procesów jest nieuzasadnione. W projekcie ustawy mamy wyraźną sugestię, czy też tendencje do równoważnego traktowania inhalowania e-papierosem i tradycyjnego palenia. Podczas użytkowania e-papierosa nie zachodzi spalanie, więc o efekcie spalania też mówić nie można. Efektem inhalacji jest odparowanie. Odbywa się to dzięki grzałce, często wykonanej z drutu oporowego, przez którą płynie prąd. Dzięki czemu grzałka się rozgrzewa a znajdujący się w pobliżu liquid w kontakcie z rozgrzanym metalem zmienia swój stan skupienia – z płynnego przechodzi w gazowy i ulatnia się w postaci pary.

Nieuniknione zmiany

Konsekwencje niewiedzy na temat e-papierosów są drastyczne i to nie tylko dla firm zajmujących się inhalatorami, ale dla samych użytkowników, których próbuje pozbawiać się praw w imię polityki prozdrowotnej. Następstwem przyzwolenia na ignorancję jest zakaz reklam elektronicznych papierosów. Przepisy dotyczące reklamy powinny zostać zliberalizowane a w kontekście zapisów ustawy przydałaby się regulacja umożliwiająca komunikację z klientem zapośredniczoną przez reklamę na wzór piwa.

Tylko, czy w całej tej sprawie chodzi o aspekt zdrowotny a nie o korzyści finansowe budżetu państwa? Rząd czerpie ogromne dochody z sprzedaży papierosów. A ze spadkiem dochodów najlepiej poradzić sobie uderzając w konkurencje, która przejęła klientów. Być może spadek dochodów z akcyzy i projekt ustawy to również w jakiejś mierze echo lobby koncernów tytoniowych przeżywających kryzys. Moda na e-papierosy i rosnąca lawinowo liczba użytkowników e-papierosów zbiera swoje żniwo w postaci upadających firm tytoniowych. Ekonomiczny aspekt problemu można opacznie rozumieć i ze względu na niego wszcząć walkę z branżą e-papierosową.