Podstawy (W&P)

E-papierosy jednorazowe – strzał do własnej bramki?


Wieloletni palacze, nawet ci chcący faktycznie pozbyć się swojego nałogu, mają zwykle problem nie tylko z podjęciem decyzji o rzuceniu papierosów, ale nawet z tak prozaicznymi sprawami jak konieczność długiego przebywania w miejscach, w których obowiązuje zakaz palenia. Pierwsze jednorazowe e-papierosy miały pozwolić wypróbować wapowanie bez wydawania większych pieniędzy na sprzęt. Później jednak zaczęły pojawiać się w zwykłych sklepach, tuż obok analogów. I jest to jeden z najgorszych pomysłów, a jednocześnie niestety bardzo skuteczny sposób zniechęcenia do e-papierosów.

Palenie papierosów to nie tylko po prostu zaciąganie się dymem. To cały rytuał, począwszy od odpakowania świeżo zakupionej paczki, przez odpalenie, aż do zgaszenia niedopałka. Jest to nie tylko bardzo silne przyzwyczajenie, ale stanowi też ten element, którego brakuje w wapowaniu, przez co podjęcie decyzji o zamianie używek bywa bardzo trudne. Zwłaszcza że zakup całego wyposażenia, jeśli ma być dobrej jakości, stanowi wydatek większy niż kilka paczek analogów. Pomysł umożliwienia przetestowania e-papierosa przez jeden dzień po bardzo niskich kosztach wydawał się więc dobrym pomysłem.

Metoda nie jest zła, jeśli chodzi o “przetrzymanie” pewnego czasu bez papierosa

Na pomysł proponowania klientom jednorazówek wpadły między innymi linie lotnicze, zmęczone już trochę palaczami próbującymi oddawać się swojemu nałogowi w toaletach na pokładach samolotów. Założenie było tutaj banalnie proste: jeśli ktoś nie może wytrzymać godziny czy dwóch bez dostarczenia sobie dawki nikotyny, to warto mu ją dać w takiej postaci, która nie sprawia problemu innym pasażerom i nie stanowi zagrożenia dla lotu. I sprawdziło się to całkiem nieźle.

Zupełnie inaczej jest z e-papierosem “na próbę”

papieros jednorazowyTypowa jednorazówka, którą znaleźć można w części sklepów spożywczych na półce obok analogów to w zasadzie obecnie już relikt przeszłości. Są to urządzenia przypominające tradycyjne papierosy, duże, ciężkie, toporne, z bateriami kończącymi się znacznie szybciej niż zapewniają producenci. Kosztują natomiast mniej więcej tyle, co paczka tytoniowych – i co gorsze, reklamowane są jako jej odpowiednik, zarówno jeśli chodzi o zawartość nikotyny, jak i czas użytkowania.

Szybki test takiej jednorazówki, wykonany nieco przymusowo, bo w czasie oczekiwania na przesyłkę z atomizerem pozwolił mi stwierdzić, że jest to naprawdę skuteczna antyreklama e-papierosów. Ktoś, kto na podstawie użycia raz czy drugi tego urządzenia wyrobi sobie zdanie na temat wapowania, prawdopodobnie nigdy nie sięgnie po porządny, kosztujący wielokrotnie więcej sprzęt. Ustniki są niewygodne, smaki liquidów raczej paskudne, całość ciężka i nieporęczna, a na dodatek bateria wysiada praktycznie bez żadnego ostrzeżenia w najmniej spodziewanym momencie.

Z drugiej strony, sama idea wypróbowania e-papierosa bez inwestowania większych pieniędzy jest jak najbardziej słuszna. Tylko sposób pozostawia wiele do życzenia. Czy można więc ten problem jakoś bardziej sensownie rozwiązać, tak, żeby rzeczywiście do wapowania zachęcać?

Można, ale wymaga to wiedzy i współpracy producenta ze sprzedawcą

Najskuteczniejszym sposobem rzeczywistego pokazania nowicjuszom przynajmniej części zalet przejścia na e-papierosy jest zaproponowanie im przetestowania rzeczywistego, w pełni funkcjonalnego papierosa elektronicznego. Skutecznym rozwiązaniem mogłoby być postawienie obok analogów prostych, tanich, ale jednak spełniających parę cech produktów:

– potencjalny użytkownik musi mieć możliwość sprawdzenia wapowania w dłuższym czasie, np. od 2 do 4 tygodni
– zestaw koniecznie powinien zawierać ładowarkę, tak, żeby można było sprawdzić sobie używanie e-papierosa z regularnym jej używaniem
– wygląd “próbek” powinien być atrakcyjny dla jak najszerszego grona użytkowników

Nie muszą to być e-papierosy markowe, tak zwana “chińszczyzna” na sam początek sprawdziłaby się całkiem nieźle, a koszt jest niewiele wyższy od obecnie polecanych jednorazówek. Tutaj pojawia się jednak inny problem: sprzedawcy oferujący ten specyficzny towar nie mają zwykle pojęcia o elektronicznych papierosach. Bez tego natomiast nie są w stanie doradzić klientowi. Konieczne byłyby swego rodzaju szkolenia, dzięki którym przyszły – być może – użytkownik e-papierosa mógłby otrzymać konieczne informacje i porady to już niestety raczej pieśń przyszłości.