Wiedza & Porady

Nagonka na vape w Stanach dalej trwa, akcje Big Tobacco idą w górę


Chociaż w Stanach ludzie martwią się huraganem zalewającym miasta, FDA nie zamierza ustawać w środkach w swojej walce z juulingiem i wapowaniem. W ciągu ostatnich paru dni, agencja po raz kolejny oskarżyła rynek e-papierosów o nielegalne praktyki, mające na celu pozyskanie sobie klienteli pośród młodych ludzi. Efekt? Akcje giełdowe producentów wyrobów tytoniowych natychmiastowo wzrosły. British American Tobacco może się teraz pochwalić wzrostem akcji o całe 6,9%, zaś akcjonariusze Altria Group odnotowali nawet siedmioprocentowy wzrost. To samo tyczy się słynnego Philipa Morrisa, który od trzech lat nie mógł nawet marzyć o takiej wartości swoich akcji. Czyżbyśmy mieli niedługo powrócić do stereotypowego obrazu Teksańczyka z cygarem? Pewnie nie, aczkolwiek nietrudno jest nie zwrócić uwagi na to, że nagonka na e-papierosy w Chacie Wujka Sama naprawdę służy tradycyjnym wyrobom tytoniowym, czy nam się to podoba, czy nie.

Możemy spekulować, że wszystkiemu winne są wydarzenia z ubiegłej środy, kiedy to FDA postanowiło rozesłać około 1100 listów z ostrzeżeniami do sprzedawców sprzętu do vape’u, w których mowa była właśnie o nielegalnych praktykach biznesowych. Przewinęło się nam nawet 131 pogwałceń prawa, z których każde zakończyło się karą pieniężną. Niełatwe jest życie amerykańskiego wapera.

No to przyszła chwila na trochę konspiracji!

Wiele osób spekuluje, że Trump mógł maczać palce w całej sytuacji. Skąd takie domysły? Głównie z powodu osoby Scotta Gottlieba – człowieka sterującego całą nagonką, własnoręcznie wybranego przez Donalda Trumpa do pełnienia swojej funkcji. Sam Gottlieb już jakiś czas temu wzbudził pewne podejrzenia entuzjastów chmurzenia po swoim złowrogim tweecie, w którym pieklił się o to, że rynek e-papierosów nie jest wart utrzymania przez państwo, jeśli skazuje on domyślnie młode osoby na uzależnienie. Szkoda tylko, że dotychczas młodzi kurzyli sobie po kątach ze zwykłymi papierosami i nagonki jakoś nie było! Czyżby dlatego, że ktoś tu dostaje w łapę?

 

 

Oczywiście, na samym tweecie się nie skończyło. W marcu tego roku, miesiąc po publikacji kontrowersyjnego posta, federalni zainteresowali się rynkiem e-papierosów, po rzekomej fali skarg na producentów produktów do vape’u, którzy, za sprawą sprytnego marketingu opartego na kreskówkowych postaciach lub cukierkowych smakach, specjalnie celowali w młodą demografię. Bądźmy jednak szczerzy – nawet w eskapistycznej Japonii, e-liquid nie sprzedawałby się lepiej tylko dlatego, że producent poszedłby w marketing opierający się na wizerunkach animu dwunastolatek z miseczką F. Sama akcja federalnych zakończyła się jednak po tym, jak to FDA zostało oskarżone o przyjęcie ponad ćwierć miliona SPAMu od organizacji antywapingowych. Przynajmniej wiadomo, skąd wzięły się te domniemane skargi na rynek…

Nietrudno się więc dziwić, że tak wiele osób zaczyna znowu wierzyć, że przemysł tytoniowy i rząd amerykański mają jakieś wspólne układy. Zwłaszcza, że wielu producentów tradycyjnych papierosów zwyczajnie boi się sukcesu e-papierosa, który mocno odbiłby się na wartości ich wyrobów. JUUL jest tu jednym z najczęściej przytaczanych produktów do vape’u, za względu na swoją sławę w Stanach. Według Bonnie Herzog z Wells Fargo, Altria Group z pewnością zarobiłaby sporo na upadku rynku e-papierosów. Pozostaje więc czekać na dalszy rozwój wydarzeń.


Dodaj komentarz :)

avatar
  Subscribe  
Powiadom o