Wiedza & Porady

Niecodzienna akcja amerykańskiej policji, e-papieros ratuje sytuację


W Novato, małej mieścinie, mieszczącej się jakieś 30 mil na północ od San Francisco, miała ostatnio miejsce całkiem niecodzienna akcja. Kiedy czterdziestoletni Juan Roman, obywatel Novato znany już wcześniej policji ze swojego dość wybuchowego charakteru, przez sześć godzin negocjował z policją, aż wreszcie… e-papieros uratował sytuację. Nie, serio, tak było naprawdę.

Captain Vape saves the day!

Wszystko zaczęło się od incydentu w jednym z lokalnych spożywczaków, kiedy to Roman planował podpalić sklep. Z dystrybutorem paliwa nie wypaliło (dosłownie), więc nasz protagonista postanowił rozlać benzynę po podłodze, po czym złapał za zapalniczkę, podpalił jakieś papiery i cisnął je na podłogę. Znowu się nie udało.

Wściekły Roman wybiegł zatem ze sklepu i wsiadł do swojej ciężarówki, jadąc na pobliską stację benzynową, aby wyżyć się na tamtym miejscu. Tam też dorwała go policja. Podejrzewając, że sprawca może być uzbrojony, funkcjonariusze użyli robota, aby ten podał mu telefon, aby można było rozpocząć negocjacje.

 

 

Zwłaszcza, że Roman groził, że ucierpi na tym on i inni, jeśli ktokolwiek się do niego zbliży. Czego zażądał więc nasz złoczyńca? Papierosa. Funkcjonariusze nie byli jednak pewni co do tego, czy przekazanie fajki komuś, kto grozi podpaleniem siebie i innych, to faktycznie dobry pomysł. Ostatecznie wybór padł na vape pena. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystko działo się niedaleko San Francisco, nie zdziwiłoby mnie, gdyby był to JUUL. Swoją drogą, firma miałaby wtedy niezłą reklamę. Captain JUUL jako maskotka? W sumie czemu nie.

Otrzymawszy vape pena, podejrzany opuścił samochód i pozwolił się aresztować. Postawiono mu zarzut usiłowania podpalenia oraz wandalizmu. W jego samochodzie nie znaleziono jednak broni palnej. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No, poza Romanem, któremu pewnie nieprędko zachce się palić coś więcej, niż nikotynę.


Dodaj komentarz :)

avatar
  Subscribe  
Powiadom o